Miała być jakaś dłuższa notka, ale postanowiłam napisać krótko i zwiężle o ostatnich przeczytanych książkach, bo ten upał odbiera mi resztki weny i energii, a mój laptop przegrzewa się w ekspresowym tempie.
Mój początkowy
sceptycyzm i przekonanie, że „Rebeliant” to książka kompletnie nie w moim
klimacie, ulotniło się już po przeczytaniu kilku stron. Losy Daya i June śledziłam z zapartym tchem,
gęsią skórką i wszystkimi innymi objawami podekscytowania. Marie Lu stworzyła powieść wyjątkową, która
nieustannie zaskakuje i wbija czytelnika w fotel/kanapę/łóżko (niepotrzebne
skreślić). Akcja gnała niczym kolarze w Tour The Pologne, co sprawiało, że nie
potrafiłam oderwać się od lektury. Głównych
bohaterów nie sposób zaszufladkować, są
to złożone osobowości. Kierują nimi
różne przesłanki, a w miarę stopniowego poznawania ich motywów postępowania
zmienia się nasze zdanie o nich samych.
Podsumowując, „Rebeliant” to genialna powieść science fiction z wątkiem
romansowym. Miłość w świecie, gdzie nikomu nie można zaufać, a ludzie są zdolni
do najbardziej nikczemnych czynów w imię władzy, brzmi niemożliwie? A jednak,
przyznam, że wątek romansowy wzbudza niemałe emocje - zderzenie prawdziwego,
wyjątkowego uczucia z odrażającą
rzeczywistością to dla mnie idealne połączenie. Jestem
pod ogromnym wrażeniem i nie poprzestanę na pierwszej części tej wyjątkowej
trylogii.